Na Stadion Narodowy do Warszawy wybrała się furami delegacja 100 kibiców Stomilu Olsztyn. Tego dnia mieliśmy ze sobą jedną flagę „Stomil Front”.

Relacja kibiców Rakowa Częstochowa: 

Czas na krótkie podsumowanie finału Pucharu Polski. Na sektor za bramką sprzedaliśmy 11.000 biletów (po negocjacjach zwiększono pojemności obu trybun za bramkami). Solidnie wsparli nas nasi przyjaciele: Chemik Kędzierzyn-194, Lechia Gdańsk-450, Videoton-24, Stomil Olsztyn-100. Gościnnie z nami na sektorze też delegacje Wisły Płock i GKM Grudziądz. Oprócz tego na sektorach „neutralnych” było jeszcze z 4 tysiące częstochowian. Musimy Wam wszystkim podziękować, że zdecydowana większość z Was zastosowała się do apelu o czerwone koszulki i stosowała się do poleceń osób ogarniających. Dzięki temu po naszej stronie wszystko siadło na trybunach jak należy. Najpierw na Narodowym w końcu „ORZEŁ WYLĄDOWAŁ”. Zakazany na kadrze trafił na finał oświetlony kilkudziesięcioma racami. Później wszystkim przypomnieliśmy kartoniadą, że Raków to „105 LAT DUMY ŚWIĘTEGO MIASTA”. W drugiej połowie jaskiniowiec (aluzja do zeszłorocznej wypowiedzi pewnego upadłego ex-piłkarza zupełnie przypadkowa 😉) miał jasny przekaz do widzów na trybunach: „USIĄDŹCIE WYGODNIE, BĘDZIEMY PALIĆ POCHODNIE”. No i zapłonęły. Oprócz hurtowych ilości do dwóch opraw, płonęły też pojedyncze przez cały mecz. W sumie odpaliliśmy 170 rac. Na boisku przegraliśmy, ale pamiętając jeszcze kilka lat wstecz wstydliwe porażki w Zawierciu, Turku czy w Nowej Soli, to chyba przegrana na Narodowym nie boli aż tak bardzo. Doping tak naprawdę do drugiej bramki dla Górnika był na stałym, solidnym poziomie, co momentami tworzyło fajny kocioł. Od 0-2 już tylko zrywami. Oczywiście, że jak cały Górnik ryknął to nie było najmniejszych szans przebić się przez kilkudziesięciotysięczny tłum. Tu w przekroju całego meczu Żabole byli lepsi. Ogólnie jednak na trybunach my swojego meczu nie przegraliśmy. Ultrasi wykonali kawał dobrej roboty. Mimo kłód rzucanych nam pod nogi przez PZPN i milicję wnieśliśmy co chcieliśmy. Dym z rac unosił się w tym dniu tylko nad jednym sektorem. Pokazaliśmy, że drzemie w nas potencjał i to mimo tego, że na co dzień nie mamy sensownego stadionu na którym można by „trenować” przed takim wydarzeniem jak finał na Narodowym.